Po wejściu wieczorem do jednego ze supermarketów oniemiałem – pracowało tam na zmianie tylko trzech chłopaków i każdy z nich miał 15-16 lat, a wyglądali na jeszcze mniej. Jeden siedział na kasie, drugi zmywał podłogę tuż obok tej kasy, trzeci tylko sobie przystanął. Gadali do siebie głośno i w ogóle zachowywali się jak typowe nadpobudliwe nastolatki. Odwiedził ich jeszcze jakiś wspólny kolega. Zapytałem jednego z nich, blondyna, czy jest to po co przyszedłem, śrubki do roweru. Chłopak bardzo wczuł się w rolę, zrobił minę jakby otrzymał pytanie w teleturnieju i po okrzykach do swoich kolegów, dowiedziałem się że śrubek nie mają. Prawdę mówiąc, obawiałbym się powierzyć duży market pod ich odpowiedzialność. Ale tak już jest gdy brakuje rąk do pracy, dokładniej rąk do pracy z głową mówiącą po holendersku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz