czwartek, 12 kwietnia 2012

O bogactwie narodów.


Obserwując tutejsze stosunki ekonomiczne musiałem był przyznać, że nie pojmowałem tej gospodarki. W Polsce to jest tak jak pisał Tuwim: murarz buduje dom dla piekarza, u którego bułki kupuje fryzjer, który regularnie strzyże murarza. Tutaj zaś jest z grubsza tak, że Polak buduje dom dla Holendra, Holender kupuje bułki u Araba, Holender idzie do fryzjera-Murzyna. Nieuchronnie narzuca się wizja, iż wielu ludzi z całego świata zjechało się by usługiwać Holendrom. I na te usługi jest wielki popyt, zważywszy na tutejszy rozległy rynek. Wyjaśnienie na chłopski rozum, i takie też słyszałem od człowieka obdarzonego zaiste chłopskim rozumem, mówi że Holendrzy obłowili się w czasach kolonialnych („złoto, z ł o t o !”) i teraz ciągną korzyści z tych zapasów. Istnieje powiedzenie „z faktami się nie dyskutuje”, ale bardziej właściwe byłoby: „z wyjaśnieniami na chłopski rozum się nie dyskutuje”. Nawet nie tyle że jest to fałszywe; po prostu nie dotyka istoty problemu – wyjaśnia jedynie odprysk sprawy.
Mówi się, że wysoko rozwinięte gospodarki są oparte na wiedzy. Ale co to tak naprawdę znaczy – bo raczej nie to, że każdy tu jest omnibusem zdolnym wybronić się w teleturnieju.
Widać tych Holendrów w biurach, coś omawiają, rozrysowują – to zdaje się jest gospodarka oparta na wiedzy. – W porządku, ale jak jeszcze tę wiedzę przekuć w pieniądz. – Płacą za nią inni mieszkańcy tego kraju. – To odwracanie kota ogonem, ci inni mieszkańcy skądś też mają pieniądze. Wygląda na to, że wszystko zaczyna się od niezwykle wydajnego rolnictwa i zaawansowanego przemysłu. Statystyka podaje że 75% PKB Holandii to usługi, 23% przemysł, a rolnictwo 2%. Ale te liczby kłamią – w tym sensie, że nie pokazują źródła bogactwa. 75% jest dodatkiem do 25%, dlatego że w tych 75% kryje się zarówno przedsiębranie tego co powstało w 25% (np. handel – sprzedaje się coś, czego usługi nie są w stanie wytworzyć, albo naprawa – usługa naprawia tylko to co z przemysłu, nie inną usługę), jak i usługi sensu stricte; które i tak są możliwe tylko dzięki 25%, a tym bardziej dzięki rolniczym 2% – społeczeństwo ekonomiczne jako dzieci, którym pozwolono iść do wesołego miasteczka i wydać tam szmal pod warunkiem że wcześniej zjadły obiad.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz