Holendrów oglądających telewizję i tych czytających książki jest procentowo mniej więcej tyle samo co w Polsce. Różnica natomiast jest taka, że ci pierwsi mają większe telewizory niż ich odpowiednicy w Polsce, ci drudzy znacznie więcej książek. Rzuca to się w oczy idąc wieczorem ulicami i zaglądając przez masywne okna do salonu, który raz to wygląda jak sala projekcyjna, raz jak zagubiona filia biblioteki publicznej.
o, widze, ze juz Ci sie wlaczyl syndrom pogladacza :P
OdpowiedzUsuń