wtorek, 13 marca 2012

Muzułmanka.


Przykuwającym oczy widokiem jest ujrzeć między sklepowymi półkami białą muzułmankę; to znaczy wysoką kobietę o niebieskich oczach przykrytą szczelnie czarnym hidżabem. Pierwsza myśl – no tak, islam roztacza swoje kręgi napierając od zewnątrz, ale o zgrozo, naznaczając też ludzi od wewnątrz. Lecz szybko ta apokaliptyczna interpretacja musiała wejść w dyskusję z krytycyzmem. No bo czy w dzisiejszych czasach, na tej szerokości geograficznej, kogoś nawraca się mieczem? Czy islam nie może być drogą do szczęścia? A na pewno jest, przyjmując szeroką definicję tego pojęcia, o czym świadczy jego żywotność. Tyle że bardzo nietypową. Za takie drogi większość ludzi na Zachodzie jest skłonna uważać najrozmaitsze rzeczy spoza ich kręgu cywilizacyjnego, od buddyzmu zen po hatha jogę. Ale nie islam, o tym słyszy się głównie w kontekście zderzenia cywilizacji. „Pokaż mi tylko, co nowego przyniósł ze sobą Mahomet, a znajdziesz w tym tylko to, co złe i nieludzkie; jak jego rozkaz, by wiarę, którą głosił, za pomocą miecza szerzyć”. – tak mówił cesarz bizantyjski Manuel II. (Ciężko mu się dziwić, bo przebywał akurat w oblężonym Konstantynopolu). Jednakowoż, na poziomie jednostki islam nie służy zniewoleniu, o czym zaświadczał mi widok tej prawdopodobnie blondwłosej kobiety rozmawiającej pogodnie z córką (która nie była mieszana, specjalnie zwróciłem na to uwagę).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz