niedziela, 18 marca 2012

Ulica.


Tutejsza ulica jest tak różnorodna, jak różnorodny jest gatunek ludzki. Nie chodzi mi o ekscentryczność niektórych przechodniów, choć to też można by odnotować, a o biologiczny konglomerat. Amsterdam jawi się jako miejsce do którego zjechali się przedstawiciele wszystkich nacji, by przyjrzeć się sobie i poobserwować. Najpierw przechodzi grupka śpiewających Murzynów (a może oni tak mówią że mi się to śpiewaniem wydaje), zaraz po tym Indianka z siatką zakupów. Trochę dalej na przystanku blada starsza pani zaznajamia się z surinamską dziewczyną. Spoglądając w lewo widzisz jak zafrapowany Syryjczyk właściciel knajpki przylepia wezwanie do udziału w marszu przeciw genocid w jego kraju.

wtorek, 13 marca 2012

Muzułmanka.


Przykuwającym oczy widokiem jest ujrzeć między sklepowymi półkami białą muzułmankę; to znaczy wysoką kobietę o niebieskich oczach przykrytą szczelnie czarnym hidżabem. Pierwsza myśl – no tak, islam roztacza swoje kręgi napierając od zewnątrz, ale o zgrozo, naznaczając też ludzi od wewnątrz. Lecz szybko ta apokaliptyczna interpretacja musiała wejść w dyskusję z krytycyzmem. No bo czy w dzisiejszych czasach, na tej szerokości geograficznej, kogoś nawraca się mieczem? Czy islam nie może być drogą do szczęścia? A na pewno jest, przyjmując szeroką definicję tego pojęcia, o czym świadczy jego żywotność. Tyle że bardzo nietypową. Za takie drogi większość ludzi na Zachodzie jest skłonna uważać najrozmaitsze rzeczy spoza ich kręgu cywilizacyjnego, od buddyzmu zen po hatha jogę. Ale nie islam, o tym słyszy się głównie w kontekście zderzenia cywilizacji. „Pokaż mi tylko, co nowego przyniósł ze sobą Mahomet, a znajdziesz w tym tylko to, co złe i nieludzkie; jak jego rozkaz, by wiarę, którą głosił, za pomocą miecza szerzyć”. – tak mówił cesarz bizantyjski Manuel II. (Ciężko mu się dziwić, bo przebywał akurat w oblężonym Konstantynopolu). Jednakowoż, na poziomie jednostki islam nie służy zniewoleniu, o czym zaświadczał mi widok tej prawdopodobnie blondwłosej kobiety rozmawiającej pogodnie z córką (która nie była mieszana, specjalnie zwróciłem na to uwagę).

środa, 7 marca 2012

Książki i telewizja.


Holendrów oglądających telewizję i tych czytających książki jest procentowo mniej więcej tyle samo co w Polsce. Różnica natomiast jest taka, że ci pierwsi mają większe telewizory niż ich odpowiednicy w Polsce, ci drudzy znacznie więcej książek. Rzuca to się w oczy idąc wieczorem ulicami i zaglądając przez masywne okna do salonu, który raz to wygląda jak sala projekcyjna, raz jak zagubiona filia biblioteki publicznej.